wtorek, 3 lipca 2018

Zamki, forty, zlot Rometów

3 dni, 823km

          3 intensywne dni. Dużo jazdy, dużo zabytków a w samym środku zlot Rometów.



Droga leci szybko. Pierwszy dłuższy postój w miejscowości Glinojeck ze 100km za Warszawą. Gdzieś słyszałem, że jest tam podobno jakaś stara fabryka. Wjeżdżam motocyklem tak blisko jak się da, zsiadam i idę na inspekcję.

Pierwsze witają mnie pułapki w ziemi na nieuważnych zwiedzaczy.

I dochodzę do wielkiego kumina.

Są to ruiny dawnej cukrowni Izabelin. Założona w 1859 roku.

Na kominie jest duża data 1917 więc wtedy przeszła pewnie jakąś wielką przebudowę. I prawdopodobnie w niezmienionej formie istnieje w ruinie do dzisiaj.


Wyglądem przypomina ruiny zakładów włókienniczych w Łodzi.

Sygnowane cegły. Setki a jak nie tysiące sygnowanych cegieł.





Ktoś wie, co to mogło być?

Idziesz sobie idziesz, a to nagle taka dziura w ziemi.

Romet czeka. Skok na wierzchowca i dalej w drogę.

Supernowoczesne obserwatorium astronomiczne.

Wzgórze w Kurzętniku na którym są ruiny zamku.

Z zamku niewiele zostało.

Ale górka fajna.


Ostatni punkt przed zlotem. Ruiny zamku w Szymbarku.


Zamek fajny bo dość dziki. Duży i można podjechać motocyklem w każde miejsce. 




Zlot Rometów. Miejscowość Ocypel, ośrodek Jubilat.

Duży, fajny teren z wieloma różnymi domkami, nieograniczonym miejscem do namiotowania i zejściem nad wodę.

Życie zlotowe od przyjazdu w piątek. Elementy obowiązkowe. Duży ruszt, granie, śpiewanie i super ludzie.


Sobota. Grupowy wyjazd na zamek w Gniewie. Jeden z fajniejszych i ciekawszych zamków na jakim jeszcze nigdy nie byłem.

Wewnątrz szklany dach. Temperatura od razu podnosi się o kilka stopni.


Załapaliśmy się na wycieczkę po zamku z przewodnikiem. Po krótkim wstępie zaczęło się od sali tortur.






Wąskie korytarze.

Wykopaliska z czasów wojny.

Karabinki niemieckie M98.

To jest dopiero ciekawe. Oryginalny silnik Jumo 211 od niemieckiego samolotu He111 H6 wyciągniętego z jednego z pobliskich jezior.




Powrót do bazy i imba do nocy. Drogą redukcji bagażu zarezerwowałem sobie uprzednio domek co wyłączyło konieczność taszczenia namiotu i śpiwora a cały ekwipunek który posiadałem po założeniu ciepłych ciuchów można było zmieścić w 25 litrowym plecaku.

Niedziela i powrót do domu. Pogoda średnia, wiatr i chłód. Wyjeżdżając z ośrodka momentami padał deszcz.

Postój w Twierdzy Grudziądz.

I zaliczanie wszystkich fortów do których tylko da się wjechać.

Fort Nowa Wieś.

Jeżeli te daty są prawdziwe to szacun. ;)

Fort Prądzyńskiego.





Ciekawe. Wnętrze mniejszych bunkrów zrobione z półkolistych odlewów.


Fort co się nazywa "Dąb".


Niby lata te same ale technologia skrajnie odmienna od tego co mogę spotkać w swoich okolicach.

A to jest Fort Wielka Księża Góra.

Jako jedyny oficjalnie udostępniony do zwiedzania choć te dzikie niewiele odbiegają stanem utrzymania. Zaleta dzikich zabytków w mniejszych miastach. Są znacznie mniej zdewastowane.

Stanowisko artyleryjskie.

Wartownia.

Schron sanitarny.


Wieżyczka ogniowa.

Schron piechoty.

I księga gości na jednym z tynkowanych budynków.

Czołg na zakończenie. Czołgu nie mogło zabraknąć.

Powrotem dzida do domu. chłodno i wietrznie więc tranzyt autobanem.

Taka sytuacja na A1.

Brak komentarzy: