poniedziałek, 29 stycznia 2018

Krzyżackie kazamaty

840km, 23.01.2018

          Szybki strzał na Malbork. Zamek znam z zewnątrz ale nigdy jeszcze nie byłem wewnątrz. Sprawdziłem więc, jak wygląda olbrzym od środka.



6:15 wyjazd z Żyrardowa. W połowie drogi zmiana kierowcy i przerwa.

O 11:00 dojeżdżamy do Malborka.

Stoi tak, jak zawsze stał. Idziemy do środka.

Idąc do kas biletowych trafiliśmy na babcię, która zaczynała oprowadzać wycieczkę. Więc szybki strzał po bilety i podpięliśmy się pod grupę. Bilety są dość drogie. W sezonie 40pln/os, poza sezonem 30pln/os. Przewodnik żywy lub audio przewodnik w cenie.

Babcia z początku trochę przynudzała ale później się rozkręciła.

Oto dwie charakterystyczne baszty od wewnątrz.
 
Jednym z pierwszych punktów trasy były wystawy muzealne. Rzecz jasna, najbardziej zainteresowała mnie broń. Tutaj są kusze.

Tutaj halabardy.

Oryginalny spis rzemieślników z XVI wieku. drewniana okładka okuta metalem.

Muszkiety.

Najbardziej z całego wyjazdu przykuły moją uwagę te egzemplarze. Prekursor współczesnej dubeltówki. Widziałem już kilka wystaw średniowiecznej broni palnej ale skałkową dwururę tutaj zobaczyłem po raz pierwszy.

 

Wykusz latrynowy kilkanaście metrów nad ziemią. Po wypróżnieniu się kupa leci kilka pięter w dół i spada pod murem. Kto by się bawił w jakiś system rur.

Studnia na dziedzińcu Zamku Wysokiego.
   
Ślady łaciny.

Brona. Śmiertelnie niebezpieczna pułapka dla atakujących bramę główną.
 
Patrzcie jakie kiedyś robili ładne sklepienia.

Te ciężkie kule jak się domyślam są przeciwwagą do któregoś z mechanizmów bramnych.

W wielu salach jest do tej pory działający system ogrzewania ciepłym powietrzem. W podłodze są ładne jakby farelki które można podnieść a z otworu leci ciepłe powietrze z jednego z pieców które są w piwnicach:

Na dole palenisko, na górze rozgrzane kamienie trzymające wysoką temperaturę. Podobno kiedyś zrobiono test tego systemu ogrzewania i zimą przy temperaturze -12 stopni uzyskano w niektórych salach +18.

Kuchnia. Nad całym tym piecem jest jeden wielki komin.

Kaplica.

Trasa z grupą zajęła około 3 godzin. Była ciekawa. Ale jak na moje oko, było to może 1/20 wszystkich miejsc do których można wejść i 1/100 wszystkich drzwi które by można otworzyć. Ciekawy jestem w jaki sposób można dostać się do miejsc których niema na schematycznym planie wycieczki.

To, co mnie zaskoczyło to mnóstwo ochrony (dziennie na zamku pracuje około 300 osób) i wbrew pozorom dość małe pomieszczenia, również jeśli chodzi o duże sale. Ciasne drzwi, przejścia i schody jak na największy powierzchniowo zamek w Europie. Najładniejsza sala rycerska jaką do tej pory widziałem pozostaje na Zamku w Nidzicy.

Dzień jest za krótki. Mógłbym spędzić tutaj tydzień. A i tak by pewnie było za mało.

 
Na koniec obiad w zamkowej knajpie, w której wbrew pozorom talerz pełen jedzenia kosztuje mniej niż bilet wstępu na zamek. O 16:30 wracamy do samochodu. Parking za 4,5 godziny kosztuje mnie 40pln (!). Ruszamy w drogę powrotną. O godz. 20:30 jesteśmy w Żyrardowie, gdzie zostawiam ekipę współzwiedzaczy. O 22:00 jestem w domu. Dobry, szybki, daleki strzał. Oby więcej takich. 

Brak komentarzy: