poniedziałek, 23 maja 2016

Sieci opuszczonych schronów bojowych w podwarszawskich lasach

22.05.2016, 107km

          To był jeden z tych wyjazdów, na które pomysł pojawia się wieczorem poprzedniego dnia. A chodziło o schrony w lasach pod Białobrzegami. Kiedyś coś tam o nich słyszałem, ale nigdy się dokładnie temu tematowi nie przyjrzałem. Na miejscu okazało się, że cały las jest nafaszerowany schronami OPP, które chowają pod ziemią masę przejść i pomieszczeń a cały teren niegdyś otaczało podwójne ogrodzenie z drutem kolczastym. Którego szczątki istnieją nadal.



Jednak przed wyjazdem przyszła pora na wymianę napędu. A jak zdjąłem napęd to się okazało, że łożyska koła też by można już wymienić. A jak łożyska to i uszczelniacz. I w ten sposób powstała tzw. "reakcja łańcuchowa". 

Uznałem jednak, że raz na 20tys km można te elementy odświeżyć. W dodatku, że koszt wszystkich wymienionych wyniósł mnie około 200zł.

Dla potomnych mogę podpowiedzieć, że łożyska w kołach mają oznaczenia 6302 RS i luz C3 a uszczelniacz ma wymiary 42x28x7mm.

Niestety sam uszczelniacz ma wymiary na tyle niestandardowe, że udało mi się taki dostać dopiero w sklepie z uszczelkami do maszyn.

Wszystko gotowe, można jechać!

W pierwszej kolejności pojechaliśmy do Bazy Rakietowej w Białobrzegach ale nie udało się nam jej znaleźć więc na tym skończy się wzmianka o niej. Później pojechaliśmy do kompleksu schronów w Białobrzegach. Na zdjęciu wyżej widoczny jest tunel o wymiarach mniej więcej 50x50cm, biegnący daleko, daleko w głąb ściany jednego z podziemnych pokoi.

Stan wyposażenia o dziwo był dość dobry. Na ścianach i sufitach wisiały lampy, na ścianach były włączniki światła a podłogi niektórych pomieszczeń miały drewnianą klepkę.


Co to było można już tylko zgadywać.

Podziemne sale bankietowe?

Transformatorownia. Było tutaj takich dużo.


Wejścia są za każdym pagórkiem. Ziemia kryje tutaj ogrom tajemnic.

Takie niespodzianki można spotkać równie często.

Widok z wnętrza. Dwa otwory w dachu, cztery zamurowane ściany, żadnych drzwi ani wyjść. Jedynie mała drabinka biegnąca do komina. A na środku betonowe podpory na których pewno kiedyś leżało coś ciężkiego.



Komin. Oczywiście musiałem wejść na górę. Dziura była mała, może z 40x40cm.

Kolejne wejście. Były ich dziesiątki.






Sporo pomieszczeń miało ślady po instalacjach elektrycznych, wentylacyjnych, chłodnych czy sanitarnych. Nawet nie zdewastowane aż tak bardzo.


Seria kominów. Rosną na górce niczym grzyby.

Zapadnięty kanał z jakąś instalacją? A może wykopali tu niedawno jakiś pociąg?


Dzikie składowisko miedzi i aluminium.

Teren grodziło podwójne ogrodzenie z drutem kolczastym. Słupy nadal stoją, choć niektóre już nieco podtopione. Drut kolczasty też miejscami jeszcze wisi.








Schron z drewnianymi drzwiami..?


Kolejny tunel w ścianie przez który może się przecisnąć co najwyżej kot. Nie wiem ile ten tunel ma, ale pewno z kilkadziesiąt metrów.





Jedyne znaki iż ziemia coś pod sobą chowa.




Nie, to nie przewrócona szafa na broń. To wygłuszona budka telefoniczna.

Takich wejść widzieliśmy w sumie chyba z 40. I w każdym jest przynajmniej kilka różnych pomieszczeń. Często połączone z innymi wyjściami, połączone różnymi kanałami albo resztkami instalacji.




Płyta z korkami i butelka wódki z epoki.



Stary warsztat. Kable, oprawki żarówek, gniazdka, włączniki.. Aż dziw, że się to tu ostało.




Szczerze, to nie spodziewałem się aż takiej sieci podziemnych pomieszczeń. Ciekawy to był wyjazd.