poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Wraki czołgów cz. II

307km, 14..15.04.2018 (2 dni)

          Kolejne terenowe spotkanie Siedleckie. Świetna pogoda, super ekipa, dzikie przełaje bezdrożami, wraki pojazdów bojowych i biesiadowanie do późnej nocy. Trudno sobie wyobrazić lepiej spędzony weekend.



Na ostatniej trasie Siedleckiej skończyły mi się fabryczne klocki z przodu. Zdarło je do zera i wracałem na samych blachach. Klocki mam już nowe, ale przez te 150km tarcza zdążyła się trochę poharatać. Chwilę potrwa nim się dotrze na nowo.

Dawne kasyno wojskowe w Sulejówku przy wylocie z Warszawy na wschód. Zatrzymałem się na chwilę bo nie byłem jeszcze w tym miejscu.

Budynek jest na terenie dawnego osiedla wojskowego w pewnej odległości od większych skupisk ludzi więc uchował się od większej dewastacji.

Krany to złom. Ale ceramiki nie skupują.



Ładnie tu kiedyś było.

Urwana skrzynka z napisem "Nie dotykać!"..



A tam gdzie to czarne miejsce.. była scena..


Ogień w palnik i jestem w Siedlcach. Chwila oddechu u Daniela, rozbicie namiotu i jazda na kopalnię!





To jest dopiero udany wieczór!

W bazie ognisko, granie i śpiewanie do późnej nocy.

Po czterech godzinach snu i kilku ciekawych butelkach poprzedniego wieczora ranek nie należał do najłatwiejszych. ;) Jednak wszystkim dobrze zrobiła pyszna zupa grzybowa przygotowana przez Daniela która rozpoczęła proces przygotowywania mnie do kolejnego dnia.

Przed południem wyjechaliśmy do Sokołowa Podlaskiego gdzie czekało na mnie pewne ciekawe miejsce. Ale, żeby nie jechać normalnymi drogami.. bo normalne drogi są dla mięczaków..

..pojechaliśmy brakiem dróg.. ;)



Jest i oczekiwane przeze mnie miejsce.

To część prywatnego muzeum którego rozmiary rozrosły się poza posesję właściciela. Więc u siebie trzyma tylko najlepsze egzemplarze. A resztę..

..czasem kompletną..

..a czasem nie..

..trzyma porozrzucaną w lesie.

Komora silnika w czołgu.

Jakieś WZT..

Wnętrze czegoś Rosomakopodobnego. Pomijając powierzchniowe zapuszczenie to stan detali jest dość wysoki.

Centralna śruba z płetwami sterowymi zamykana włazem. ;)


Wnętrze WZT. Trochę WD40 i wszystko zacznie chodzić.

Zagadka. Co to za czołg?



Na koniec trasy wizyta na myjce ciśnieniowej, żeby chociaż napęd i zaciski spłukać z błota. ;) Kilka godzin później wracaliśmy z Kurczakiem do Warszawy. Akurat w chwili zachodzącego słońca. To był dopiero udany weekend!

2 komentarze:

piotrektt pisze...

to był dobry weekend.

Unknown pisze...

Zupa była mojej Żony :) weekend długo będę wspominał!

Danieloo