środa, 3 października 2018

Druga Podkarpacka Pogoń za Lisem

          Czyli drugie spotkanie na ranczu Mira wraz z leśną gonitwą za lisem.



Sama pogoń miała zacząć się o 12 w południe w sobotę. Niestety nie mogłem przyjechać dzień wcześniej w piątek aby w sobotę być już na miejscu więc wyjechałem w sobotę o 5:30 rano.

Pierwsza 1/3 drogi szła sucho. Nawet miałem czas na spokojne śniadanie w barze przy stacji benzynowej. Pozostałe 2/3 drogi to przelotny deszcz. Na miejsce dojechałem o 11:45. Wjeżdżam na teren obozu i zastaję same dziewczyny które mówią mi, że ekipa wyjechała 15 minut temu. ;)

Jednak ekipa była jeszcze blisko więc szybko zrzuciłem bagaż i doszedłem ich niedaleko w lesie. Od razu pojechaliśmy w jedno ciekawe miejsce w okolicy. 

Wieś Blizna, gmina Ostrów. W tym miejscu w czasie wojny była niemiecka fabryka pocisków V2 i V1. V2 były testowo odpalane. Niektóre próby były nieudane i kawałki rakiet spadały do pobliskich lasów. Miejscowi napotykali ich szczątki. Miro dobrze zna te historie.


Dzisiaj jest tutaj ciekawe muzeum. Zdjęcia amunicji wyżej też z tego samego miejsca.

Mocowanie wydechu w Zeci Wojtka "na gwoździa". Jeździ? I to jak!
 
Z muzeum jedziemy prosto do lasu. Krótki instruktaż na czym polega zabawa.

Miro oznaczył drogi leśne zielonymi i czerwonymi wstążkami. Zielona to "jedziesz dobrze", czerwona to "jedziesz źle". Czerwone prowadzą donikąd. Zielone prowadzą do lisa. ;)

Pogoń trwała dość szybko, znowu nie potrzebowaliśmy zbyt dużo czasu na znalezienie miejsca w którym był ukryty lis. A lisa znalazł sudden który został zwycięzcą tegorocznej edycji.



Ekpia!

Lis pochwycony więc idziemy polatać po piachach.


Sim! Miałem kiedyś takiego. Tylko mój był niebieski.


Kurczę na SLR650.





Górka kozacka. Ale patrząc na jej erozję crossową w skali roku pewnie jeszcze ze dwa sezony i zostanie rozpłaszczona. ;)



Cichy uznał, że z górki będzie lepiej niż pod górkę.

Późnym popołudniem powrót do bazy. Gęsta mgła opanowała obóz.


Poranek.


Poranne suszenie po całym dniu wilgoci.

Nowa fura Mira.

Lis przetknięty przez zbiornik paliwa od ADV'ki.

I pora wracać do domu. Takie to zabytki spotkałem w drodze powrotnej.




Brak komentarzy: